Dlaczego wstydzimy się naszych fantazji erotycznych?

To prawda, że jest coraz mniej rzeczy, których człowiek się wstydzi. W niektórych aspektach życia jest to pozytywna poprawa, w innych wręcz bezczelność (wszystko zależy od punktu widzenia). Niemniej dyskomfort związany z naszym życiem intymnym słabnie w o wiele wolniejszym tempie niż np. problem prostytucji wśród studentek uczelni wyższych.

Jakoś tak zawsze łatwiej jest nam mówić na czyiś temat niż na własny, a w ocenianiu innych ludzi jesteśmy wręcz mistrzami. Jak w tej rzeczywistości odnajdują się fantazje seksualne? O tym poniżej.

Zamiast słów gesty

14313995927_5e2285446d_hJesteśmy często zażenowani tym co podsuwa nam nasza wyobraźnia i co nas podnieca. Wydawać by się mogło, że słowa są o wiele łatwiejsze do wyartykułowania niż konkretne gesty. Tu jednak widocznie mamy wyjątek potwierdzający regułę. Na szczęście dla związków dwojga ludzi, z tabu filmów pornograficznych już wiele nie zostało. To otwiera pewną społeczną furtkę dla tych nieśmiałych i wstydliwych, którzy uważają, że w momencie wypowiedzenia treści swoich fantazji staną chyba w płomieniach, gorących jak ogień pod kotłem diabła z samego dna piekła. Zamiast więc słów dostajemy informację obrazkową. Siadamy wygodnie na kanapie, upojeni podnieceniem nowego filmu, który wybrała dla nas partnerka i zazwyczaj możemy się z niego dowiedzieć, o czym mniej więcej marzy ta druga osoba.

To zwykłe błahostki

Oczywiście są wśród nas pary na wskroś konserwatywne, którym do szczęścia nie są potrzebne „udziwnienia” w sypialni, bo przecież mają siebie (szanujemy ich zdanie, rozumiemy i nie oceniamy). Inne pary robią jednak ze swoich fantazji naprawdę wielki szum, a po wszystkim okazuje się, że całkowicie niepotrzebnie. Spora część z nas nie posiada zbyt wybujałej wyobraźni erotycznej. Wystarczy nam mała przebieranka (ach te zabawy w doktora, albo igranie z pokojówką), odrobina uległości i dominacji (zasłonięte oczy w połączeniu z kajdankami) albo subtelniejsze niż zwykle pieszczoty przy pomocy olejków i świec do masażu, by zabić nudną rutynę w związku i poczuć się szczęśliwym. Biorąc pod uwagę, że robimy to z ukochaną osobą, naprawdę nie mamy się czego wstydzić.

Wyższy level wspólnej zabawy

Prawdziwe problemy zaczynają się zwykle, kiedy w szafce przy łóżku pojawia się wibrator. Kobieta rumieni się na samą myśl o jego wspólnym użyciu z partnerem, z kolei mężczyzna ma skłonność do podejrzliwości, iż on przestał już odpowiednio zaspokajać potrzeby partnerki. Prowadzi to do sytuacji (nie zawsze ale się zdarza), że on jest zazdrosny o sztucznego, wibrującego penisa, a ona myśli, że on nie chce zaakceptować jej potrzeb. Można zrozumieć, że dla wielu par taka zmiana i wprowadzenie „dodatkowego gracza” do wspólnych igraszek to duży krok, ale jeśli okazuje się, że chcemy bawić się tym wspólnie, to jest to tylko kolejny poziom wtajemniczenia, który powinno się osiągnąć.

Bo fantazja jest od tego…

… aby dobrze się bawić. Nikt wam nie uwierzy, że mogąc świetnie się bawić, świadomie wybierzecie nudę i rutynę. My jednak się wstydzimy – a co jeśli nasze fantazje zostaną odebrane jako dewiacja? Strach też ma tu swoją rolę – moje koleżanki nigdy o tym nie opowiadają, czyli to pewnie nie jest normalne, a jak powiem o tym mojemu facetowi to może się coś popsuć między nami. Mężczyzna z kolei nie chce zostać uznany za zbyt perwersyjnego. I tak mijamy się w pragnieniach zamiast o nich mówić. Wolimy samą fantazję. Może to kwestia odwagi, a może należało by zweryfikować stopień nacisku społecznego w procesie socjalizacji?

Artykuł powstał przy współpracy ze Światem Doznań.

Dodaj opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Antyspam * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

CommentLuv badge